Manufaktura, nr 69, czerwiec 2026

Dzień, w którym Fordon zamilkł. Egzekucja na rynku 2 października 1939 roku

Przed Wami artykuł Igora Sobieralskiego. Mamy przed sobą debiut, a tym samym plon samodzielnej pracy młodego Autora. Zwracamy uwagę, że profesjonalizm i dojrzałość w formie i treści. Brawo! Liczymy, że to początek naszej współpracy, a Igor w nowym roku szkolnym będzie się dzielił swoim doświadczeniem i wiedzą z czytelnikami „Manufaktury”. Liczymy, że i inni Czytelnicy pójdą drogą Igora i ujawnią swoje zainteresowania pisarsko-historyczne.  

Redakcja

Jesień 1939 roku była dla mieszkańców Fordonu czasem gwałtownych zmian. Jeszcze kilka tygodni wcześniej życie w niewielkim nadwiślańskim mieście toczyło się swoim zwykłym rytmem. Wszystko zmieniło się wraz z wybuchem II wojny światowej i wkroczeniem wojsk niemieckich. W ciągu kilku tygodni okupant stworzył własny aparat administracyjny i rozpoczął działania wymierzone przeciwko osobom uznawanym za przedstawicieli polskiego życia społecznego, religijnego i samorządowego.

Jednym z najbardziej tragicznych wydarzeń pierwszych tygodni okupacji była publiczna egzekucja przeprowadzona 2 października 1939 roku na rynku przy kościele św. Mikołaja. Rozstrzelanie ośmiu mieszkańców Fordonu miało stać się demonstracją siły nowej władzy oraz ostrzeżeniem dla wszystkich, którzy mogliby sprzeciwić się niemieckiej okupacji.

Fordon wcielony do III Rzeszy

Po wkroczeniu wojsk niemieckich do Fordonu rozpoczęto tworzenie nowej administracji okupacyjnej. Stanowisko burmistrza objął Oskar Kosch, członek NSDAP. Wraz z przedstawicielami Selbstschutzu uczestniczył on w organizowaniu niemieckiego aparatu władzy na terenie miasta.

Równolegle rozwijały działalność struktury Selbstschutzu, organizacji tworzonej głównie przez miejscowych Niemców. Jedną z najważniejszych postaci tej formacji w Fordonie był Walter Friedrich Gassmann, członek SS rzekomo w stopniu Rottenführera. Jego nazwisko wielokrotnie pojawia się w materiałach śledczych dotyczących pierwszych tygodni okupacji.

Według zeznania żony Stefana Zalesiaka Gassmann jeszcze przed aresztowaniem jej męża miał kierować pod jego adresem groźby. Miało to mieć związek z przedwojennym konfliktem dotyczącym zwolnienia Gassmanna z pracy w fordońskiej fabryce papy. Relacja ta pokazuje, że obok represji wynikających z polityki okupacyjnej mogły pojawiać się również motywy osobiste.

Lista skazanych

Wśród osób przeznaczonych do rozstrzelania znaleźli się:

– Wacław Wawrzyniak – burmistrz Fordonu,

– ks. Henryk Antoni Szuman,

– ks. Hubert Raszkowski,

– Benon Kaszewski,

– Albin Piotrowski,

– Waldemar Podgórski,

– Stefan Zalesiak,

– Polikarp Ziółkowski.

Zachowane materiały śledcze pozwalają częściowo odtworzyć okoliczności niektórych aresztowań.

Materiały śledcze pozwalają częściowo odtworzyć okoliczności niektórych aresztowań. Wacław Wawrzyniak został wezwany przez Niemców do magistratu, gdzie został zatrzymany. W przypadku Benona Kaszewskiego celem niemieckiej akcji miał być początkowo jego ojciec. Ponieważ nie zastano go w domu, aresztowano Benona. W tym samym czasie w domu Kaszewskich przebywał Albin Piotrowski. Według relacji świadków jego obecność podczas akcji niemieckich funkcjonariuszy sprawiła, że również został zatrzymany i znalazł się w gronie osób przeznaczonych do rozstrzelania.

Polikarp Ziółkowski został zabrany bezpośrednio ze swojego zakładu pracy. Świadkowie zeznawali później, że gdy przywieziono go na rynek, miał na sobie biały fartuch roboczy, co wskazuje, że został zatrzymany podczas wykonywania codziennych obowiązków.


Zdjęcie ofiar rozstrzelanych 02.10.1939Zdjęcie-Archiwum prywatne

 
 

Rynek zamieniony w miejsce egzekucji

2 października 1939 roku od godzin popołudniowych okolice rynku przy kościele św. Mikołaja zaczęły znajdować się pod ścisłą kontrolą niemieckich służb. Do centrum miasta skierowano dodatkowe siły wojskowe oraz żandarmerię. Stopniowo zamykano najważniejsze dojścia prowadzące na rynek, a mieszkańców kierowano w stronę placu, gdzie miało dojść do publicznej egzekucji.

Z zachowanych zeznań świadków wynika, że Niemcy zadbali o szczególne zabezpieczenie miejsca. W relacjach pojawiają się informacje o widocznych stanowiskach strzeleckich oraz żołnierzach uzbrojonych w karabiny rozmieszczonych wokół rynku. Jeden ze świadków wspominał również o karabinie maszynowym ustawionym w oknie jednej z kamienic znajdujących się przy rynku. Miało to uniemożliwić jakąkolwiek próbę interwencji lub zakłócenia przebiegu egzekucji.

Według zeznań świadków specjalnie na tę okazję do Fordonu przybyli esesmani z Bydgoszczy. W materiałach śledczych pojawia się informacja, że to właśnie oni przywieźli Polikarpa Ziółkowskiego czarnym samochodem na miejsce egzekucji. Świadkowie zapamiętali, że miał on na sobie biały fartuch roboczy, co wskazuje, że został zabrany bezpośrednio ze swojego zakładu pracy.

Między godziną 16.00 a 17.00 na rynku zgromadzono znaczną liczbę mieszkańców. Wkrótce pojawili się również skazańcy. Ustawiono ich przy murze kościoła św. Mikołaja, który do dziś pozostaje jednym z najważniejszych świadków tamtych wydarzeń.

Po krótkiej chwili padły strzały. Egzekucja trwała zaledwie kilka minut. Na oczach zgromadzonych mieszkańców życie straciło ośmiu obywateli Fordonu. Publiczny charakter rozstrzelania nie był przypadkowy. Niemcy chcieli pokazać, że od tej chwili wszelki sprzeciw wobec okupacyjnej władzy będzie karany bezwzględnie.

Dla wielu mieszkańców był to pierwszy moment, w którym niemiecki terror ukazał się w pełnej skali. Egzekucja na rynku stała się wydarzeniem, które na dziesięciolecia zapisało się w pamięci lokalnej społeczności

Zdjęcie kościoła Św. Mikołaja początek 1940 roku
Zdjęcie-Archiwum Państwowe w Bydgoszczy
 

Po egzekucji

Po wykonaniu egzekucji Niemcy wyznaczyli kilku mieszkańców do przyniesienia łopat z fordońskiego zakładu karnego. Ciała ofiar załadowano następnie na wóz i przewieziono na cmentarz przy ulicy Cechowej. Tam wrzucono je do dołu i zasypano ziemią.

Informacje o tych wydarzeniach zachowały się w powojennych relacjach świadków, które pozwalają odtworzyć ostatni etap wydarzeń z 2 października 1939 roku.

Kim byli sprawcy?

Pomimo przeprowadzonych po wojnie śledztw wiele kwestii związanych z przebiegiem egzekucji pozostaje niewyjaśnionych.

W zeznaniach świadków pojawiają się różne informacje dotyczące osoby dowodzącej akcją. Część świadków wskazywała na Hermanna Seydę, komendanta miejscowej żandarmerii. Inni twierdzili, że główną rolę odgrywał oficer Wehrmachtu związany z oddziałami wojsk inżynieryjnych stacjonującymi w Fordonie i prowadzącymi prace przy przeprawie przez Wisłę.

Podobne rozbieżności dotyczą składu plutonu egzekucyjnego. Według części świadków uczestniczyło w nim czterech członków Selbstschutzu, których wcześniej widziano jadących w kierunku rynku z karabinami przewieszonymi przez plecy. W innych relacjach pojawiają się również członkowie Arbeitsdienstu. Niektóre zeznania wskazują, że osoby te mogły później uczestniczyć także w przygotowywaniu miejsc masowych egzekucji w Dolinie Śmierci.

Niezależnie od tych rozbieżności jedno nie budzi wątpliwości – egzekucja została starannie przygotowana i przeprowadzona przy udziale różnych elementów niemieckiego aparatu okupacyjnego działającego w Fordonie i Bydgoszczy.

Odwet za wydarzenia z początku wojny?

W materiałach śledczych pojawia się również przypuszczenie, że egzekucja mogła stanowić element niemieckiej akcji odwetowej związanej z wydarzeniami określanymi przez okupanta mianem „krwawej niedzieli”.

Określenie to odnosi się do wydarzeń z 3 i 4 września 1939 roku w Bydgoszczy. W czasie wycofywania się polskich oddziałów przez miasto doszło do walk i strzelanin, w których uczestniczyli niemieccy dywersanci działający na tyłach Wojska Polskiego. W trakcie tych wydarzeń zginęli zarówno Polacy, jak i Niemcy. Niemiecka propaganda bardzo szybko wykorzystała te wydarzenia, przedstawiając je jako rzekomą masową zbrodnię popełnioną przez Polaków na ludności niemieckiej.

W kolejnych miesiącach okupacji „krwawa niedziela” była wielokrotnie wykorzystywana przez niemieckie władze jako uzasadnienie represji prowadzonych na Pomorzu. W rzeczywistości wydarzenia te stały się jednym z pretekstów do przeprowadzenia szeroko zakrojonych akcji odwetowych wymierzonych w polską ludność cywilną.

To właśnie w tym kontekście część świadków i badaczy wiąże egzekucję przeprowadzoną 2 października 1939 roku w Fordonie. Podobne rozstrzelania miały miejsce również w innych miejscowościach Pomorza. Niektóre relacje wskazują ponadto, że pierwotnie planowano rozstrzelanie większej liczby mieszkańców Fordonu, jednak nie wszystkich udało się odnaleźć lub aresztować przed wyznaczonym terminem egzekucji.

Nie zachował się jednak dokument, który jednoznacznie potwierdzałby, że rozstrzelanie na rynku było bezpośrednim odwetem za wydarzenia z początku września. Hipoteza ta pojawia się przede wszystkim w relacjach świadków oraz późniejszych analizach historycznych.

Początek większej tragedii

Rozstrzelanie na rynku było dopiero początkiem. Już kilka dni później rozpoczęły się masowe egzekucje w Dolinie Śmierci. To właśnie tam niemiecki okupant dokonywał kolejnych mordów na mieszkańcach Fordonu, Bydgoszczy i okolicznych miejscowości.

Publiczna egzekucja z 2 października 1939 roku była jednym z pierwszych etapów realizowanej na Pomorzu polityki terroru i eksterminacji. Miała zastraszyć mieszkańców i pokazać, że okupant nie zamierza tolerować żadnej formy sprzeciwu.

Pamięć

Dziś trudno wyobrazić sobie, że spokojny rynek Starego Fordonu był świadkiem jednego z najbardziej tragicznych wydarzeń w historii miasta. Zachowane akta śledztw oraz relacje świadków pozwalają jednak odtworzyć przebieg tamtych wydarzeń i przypominają o ludziach, którzy stali się ofiarami niemieckiego terroru w pierwszych tygodniach wojny.

Szczególnym świadkiem wydarzeń z 2 października 1939 roku pozostaje kościół św. Mikołaja. Do dziś na murach świątyni można odnaleźć ślady po kulach z egzekucji przeprowadzonej przez Niemców. Są one jednym z najbardziej poruszających materialnych świadectw tamtych wydarzeń i przypominają, że tragiczna historia Fordonu rozgrywała się właśnie w tym miejscu, w samym centrum miasta.

Tablica pamiątkowa wisząca na murze kościoła Św. Mikołaja niżej widoczne ślady po kulach

Historia Wacława Wawrzyniaka, ks. Henryka Antoniego Szumana, ks. Huberta Raszkowskiego, Benona Kaszewskiego, Albina Piotrowskiego, Waldemara Podgórskiego, Stefana Zalesiaka i Polikarpa Ziółkowskiego pozostaje ważną częścią pamięci o Fordonie oraz świadectwem tragicznych losów jego mieszkańców podczas II wojny światowej.

PS: Wykorzystane w artykule fotografie pochodzą m. in. z archiwum prywatnego Autora.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *